Reklama

Polecamy




Jak to dawniej z ubiorami i guzikami bywało

Jak to dawniej z ubiorami i guzikami bywało

  Już minął czas trzepania, sprzątania, bieganiny, zakupów rzeczy ważnych, mniej istotnych i zupełnie zbędnych. W oczekiwaniu na pierwszy błysk wieczornej gwiazdki możemy rozsiąść się wygodnie i oddać miłemu zajęciu.
   W pięknym hobby, które uprawiamy, trzeba sporo się naszperać  i naczytać, aby mieć jakie takie pojęcie, o czym mówimy. Spójrzmy więc dzisiaj na Polskę sprzed lat czterystu. Najlepiej ją postrzegać poprzez Warszawę, wiodącą prym w wielu dziedzinach. W tych czasach stany zaczęły się przenikać. Któż dzisiaj pamięta, że wówczas obowiązywały oficjalne tytuły towarzyszące ludziom od urodzin po odejście. Karmazyn od urodzenia był Jaśnie Wielmożny, szlachcic - Wielmożny, mieszczanin - Sławetny zaś chłop - Pracowity. Rozwarstwienie zdawało się być odwieczne i niezmienne. A jednak niektórzy szlachcice porzucali prawa swego stanu i potrafili dorobić się wielkiej fortuny jak Andrzej Humięcki...
   Przełom wieków XVI i XVII to początek zmian w modzie. A moda to wszak ubrania, zapięcia i guziki. Około 1620 rozpadł się wielki cech 11 rzemiosł na 5 korporacji o zbliżonej produkcji. Mężczyźni wówczas ubierali się w barwy ciemne: brunatne, czarne, czerwone. Po pięćdziesięciu latach barwy ożyły; najmodniejsze były błękity, zielenie i przeróżne czerwienie.
   Produkcja ubrań i guzików to krawcy, pasamonicy oraz złotnicy. Zajmijmy się zatem tymi grupami zawodowymi.
   Około 1620 w Starej Warszawie było 17 cechów; w złotniczym pracowało 12 majstrów - krawców 35 a szmuklerstwem czyli pasamonictwem zajmowało się około 20 fachowców. W warszawskim Nowym Mieście działało 7 cechów, w tym skupiający krawców oraz jeden ogólny do którego należało 16 różnych specjalności. Nie należy zapominać o "przeszkodnikach", czy jak zwano ich w Gdańsku - partaczach, stanowiących poważną konkurencję. Oznacza to, że w tym rzemiośle pracowało znacznie więcej osób niż tylko te, skupione w cechach. Do tego dochodzą pracujący w jurydykach lub pod ochroną serwitorów...
   W drugiej połowie XVI wieku w Warszawie funkcjonowało ponad 60 warsztatów złotniczych, a w latach 1600-1655 łącznie 130 mistrzów tej profesji. Po "potopie" dla Jana Kazimierza pracowało ponad 30 złotników i serwitorów. Odnotowano, że złotnicy dostarczyli na dwór 10 000 złotych haftek do ubiorów.
   Produkcja ubiorów była bardzo opłacalnym i popularnym zajęciem. Moda szybko się zmieniała. Szlachta przyjeżdżała do Warszawy i trzeba było się pokazać, żeby inni patrzyli z zazdrością. Nie od dziś funkcjonuje powiedzenie, że jak cię widzą, tak cię piszą.
   W rejestrze z 1654 wpisano 45 mistrzów igły - majstrów cechowych, 7 serwitorów i 30 przeszkodników. Królowie raz po raz zabraniali pracy (i reklamy) krawcom pozacechowym, ale - jak należy sądzić - bez skutku. Zwłaszcza, że bardzo często partacze górowali nad cechowymi talentem i znajomością mody. Swoistą ciekawostką dla nas może być informacja, że krawiec Paweł Zembrzuski w 1612 został burmistrzem Starej Warszawy. Co więcej: krawcy Nowej Warszawy szyli już wówczas gotową odzież, tak zwaną tandetę dla niezamożnych. Te rodzaje ubiorów dzieliła przepaść: żupany adamaszkowe, letniki weneckie z zielonozłotego aksamitu, delie karmazynowe sobolami podbite, giermaki czamlotowe to w istocie drogocenne i prawdziwe dzieła sztuki. Trwała wojna między cechami i niezorganizowanymi rzemieślnikami. Jedna i druga strona nie przebierała w środkach. A było o co walczyć... W 1644 krawcy cechowi postawili przed sądem nadwornego mistrza Jerzego Dortmana (ubierał dwór Władysława IV). W 1652 sądzono aż 7 krawców Jana Kazimierza...
   Nie było wówczas sklepów w dzisiejszym rozumieniu. Towary sprzedawano z domów. Termin "sklep" oznaczał każde pomieszczenie sklepione. Stąd wziął się późniejszy sklep z szerokim oknem do sprzedaży, zazwyczaj z 2 stołami kamiennymi na towary. Tytus Liwiusz Boratini na obecnym Placu Zamkowym wzniósł w 1655 nowoczesny obiekt do handlowania. Posiadał osiem arkad z podcieniami, z których wchodziło się do ośmiu sklepów. Każdy ze sklepów miał piwnicę oraz na piętrze izbę i kuchnię.
   Kramy bławatne oferowały bodajże wszystko. Kupiec Abraham Hegner w 1596 miał w sklepie płótna szare brzezińskie z białym, czarne, wrocławskie, kolońskie, głogowskie, 3 tuziny serwet po 1 zł, kwartę karmazynu czerwonego za 26 zł (barwę karmazynową powszechnie uznawano za najszacowniejszą), pasy jedwabne i aksamitne, pasamony czarne, kosmate, farbiarskie pstre, szychowe rozmaite, guziki drobne, większe szmuklerską robotą rozmaitej farby, jedwabne, rozmaite ze srebrem, do płaszczyków białogłowskich kosztujące 7 zł.
   W tymże roku wrocławianin Baltazar Steer przywiózł 13 skrzyń towarów, wśród nich była galanteria metalowa. Ciekawostką jest to, że lichtarze mosiężne kosztowały od 2 do 14 florenów! Słowem: w Warszawie było wówczas wszystko do nabycia.
   Dukat czerwony złoty czyli florenus aureum to 6-7 złotych polskich i 5 trojaków w groszach albo 10-19 złp w szelągach tak zwanych boratynkach. Złoty tymf próby 8 ważył 6,78 g; szeląg czyli boratynka 1,27 g. Grosz miał urzędowo 3 szelągi zaś rynkowo 6-12 szelągów. Szeląg czyli tak zwana boratynka to urzędowo 1/3 grosza. Oto kilka cen dla porównania z tamtych czasów. Cielę we Wrocławiu w 1597 kosztowało 24 gr. Kopa jaj (1599-1601) 4 - 10 gr w Lublinie, beczka piwa w 1600 roku 36 - 120 gr w Lublinie i Krakowie; garniec gorzałki w tym samym czasie tamże 6 - 9 gr. Uszycie pary trzewików (1680-1696 20 gr we Wrocławiu, zaś para butów w  1699-1700 latach 3 dukaty reńskie natomiast wówczas i tamże trzewiki męskie kosztowały około 240 gr. srebrnych. Krawiec za uszycie spodni lub surduta w Pszczynie w latach 1610-20 żądał 2 talary czyli 7 złp. Dla porównania mistrz murarski w Gdańsku otrzymywał dziennie na początku XVII w 20-36 gr, zaś w ostatnich 20 latach 20-50 gr.
   Antoni Hokszteler, rusznikarz królewski, lekceważąc miejskie ustawy, sprzedawał w kamienicy przy ul Piwnej zarówno wyposażenie żołnierskie, jak również ołówki w oprawie mosiężnej po złotówce, guzy, guziki oraz sporo innych, znacznie cenniejszych przedmiotów. Na tym handlu dorobił się sporego majątku. W 1658 Tomasz Kosiorkiewicz miał dwa worki różnych pętlic i guzików...
   Zajrzyjmy przez ramię do ówczesnych skarbców czyli skrzyń, których zawartość opisywano w chwili śmierci właściciela. Zajmiemy się z wiadomych względów jedynie ubiorami. W 1617 Grzegorz Strzegomski przy ul. Ossolińskiej miał...żupan żółty z atłasu tureckiego, nowy z guzełkami takimiż, jedwabnym płótnem i bawełną podszyty. Kontusz z szarego sukna rysiami starszymi na przodku odnowionymi podszyty ze sznurkiem złotym dookoła bez guzików. Żupan stary karmazynowy, także tureckiego atłasu z guziczkami srebrnymi numer 23... i wiele innych.
   Mieszczanie jak i szlachcice mieli ubiory odświętne i codzienne. Od końca XVI wieku moda damska zmieniała się znacznie szybciej niż męska. Stąd w skrzyniach coraz mniej starych damskich ubiorów, bo któż by chciał chodzić w czymś niemodnym... Znamy to, prawda? Wpływy zachodu mieszały się u nas z rodzimą tradycją oraz nowinkami napływającymi ze wschodu. Kupcy mieli dla każdego przeróżne stroje. Na każdą okazję i... kieszeń. W inwentarzu wspomnianego już A. Hoksztelera zapisano w 1671: sukienka niemiecka (czytaj: włoska) czarna, aksamitna, stara, u niej guzików srebrnych fajnzelbernowych, dętych nr 87... Miał też dwa kontusze, jeden błękitny, nowy, paklakowy z potrzebami jedwabnymi tegoż koloru oraz drugi zielony, paklakowy, nadchodzony, guzików u niego bursztynowych nr 15...
   Modniś z najwyższej ówczesnej półki (1596) Mikołaj Muzyk nosił żupan czarny, atłasowy ze srebrnymi kolcami względnie żupan brunatny falendyszowy, podszyty czerwoną taftą albo dla odmiany kopieniak z zielonej karazji na lisim podbiciu. Na kopieniaku miał guz srebrny, pozłocisty. Do kołpaka przypinał piór siedem żurawich lub kitkę piórek czaplich, czarnych. Wśród chustek miał także eksponat specjalny, do pokazywania, służący "niby do wycierania twarzy": chustkę złotem wyszywaną i czarnym jedwabiem z kutasikami perłowymi.
   Najcenniejszymi ozdobami ubiorów były liczne precjoza, wśród nich guzy. Posiadali je nie tylko szlachcice. Zdun, Marcin Trojan miał między innymi 6 srebrnych guzów do żupana....
   Guzy i guziki były najrozmaitszej roboty. Jubilerzy byli prawdziwymi mistrzami. Przypomnijmy chociażby ogromną (ponad metrowej wysokości) monstrancję, dzieło Wacława Grotki z 1672 jako wotum narodu za wyzwolenie od Szwedów na Jasnej Górze, w której umieszczono 2366 diamentów, 2208 rubinów, 30 szafirów, 81 szmaragdów, 214 pereł oraz setki kamieni mniejszej wartości...  Szkoda, że nie daje się ustalić producentów z imienia i nazwiska. Dopiero pod koniec XVIII wieku wszedł obowiązek cechowania zarówno przedmiotów złotych i srebrnych, jak i znakowania próby stopu. Wcześniejsze duże obiekty rzadko podpisywano czy w inny sposób znakowano, A już nikt nie podejmował się cechowania takich drobiazgów jak guzy. Można jedynie poprzez porównywanie kilku czy kilkunastu podobnych obiektów próbować określić, czy wyszły spod jednej ręki.
   Na co dzień złotnicy produkowali liczne i rozmaite guzy. Na opisywanych szczegółowo guzach Tarnowskiego zastosowano dekorację z niella - topliwej mieszaniny srebra, miedzi, ołowiu i siarki, wprowadzono w zagłębienia wyryte rylcem. Ten modny typ zdobienia guzów opisywany wielokrotnie,  około 1630 wieku nazywano u nas blachmalem lub czarnym szmelcem. Woluty w niellu opasują rozetową oprawę małego diamentu - centrum ornamentu, co podnosiło blask kamienia.
   Guzy pierwszej połowy XVII w miały kształt owocu dzikiej róży. Były guzy pełne z niellem ale również częściowo lub całkowicie ażurowe z filigranu z granulacją nakładaną na blaszkę. Nazywały się wówczas durchbrecherowane lub robione robotą dziurawą. Inne guzy (zwłaszcza wydłużone) miały żłobkowania proste lub lekko skręcone, czasem z granulacją. Te ostatnie wytwarzano także i w wieku XVIII.
   W omawianym okresie produkowano dla bogatych ze złota guzy płaskie z turkusami. Guzy bardzo bogato zdobione i z pięknymi kamieniami jak duże rubiny, szmaragdy, diamenty sprzedawano za duże sumy i pojedynczo. Guzy delii były znacznie większe niż przy żupanie. Do delii dobierano odpowiednią spinkę czyli guz z haczykiem do spinania pod szyją, który nazywał się czapraga.
   Wytwarzano wówczas męskie pasy metalowe, chociaż były rzadko używane. W zbiorach muzealnych Fawley Court widziałem takie pasy, które kustosz opisywał jako pasy rycerskie dla dam szlachetnie urodzonych, które miały prawo nosić je jedynie w dniu ślubu...
   Powszechne zaś były guzy odlewane, które sprzedawano naszyte po 18 sztuk na kartę. (Patrz francuskie karty sprzedażne przedstawione na naszej stronie). Szmelcowane także sprzedawano na kartach. Z pewnością były także inne karty sprzedażne z guzami czy guzikami.
   Najczęściej jednak używano guzy pasmanteryjne; mniejsze do żupanów, większe do delii. Guzy te miały misternie zaplecione wzory geometryczne z nitek jedwabnych lub metalowych na drewnianych foremkach. Stosowano je do ubiorów lekkich, szytych według wzorów zachodnich. (Pokażemy w dziale guzików cywilnych kilka pięknych mosiężnych naśladownictw, produkowanych w wieku XIX).
   Pasamonicy (zwani z niemiecka szmuklerzami od die Pasamentirery) lub haftarze - hafciarze (według Glogera) z kolei produkowali pętlice. Najdroższe były złote z nakładanymi na taśmę złotymi rozetkami oddzielnie wykonanymi haftem wypukłym. Ich dziełem były także forbotki - wąskie koronki w technice klockowej złote i srebrne do zdobienia nakryć głowy, sukien damskich i ubiorów zachodnich.
   Wszyscy ci specjaliści, formalnie rzecz biorąc rzemieślnicy byli mistrzami w swym fachu, dzięki czemu my dzisiaj możemy od czasu do czasu podziwiać ich kunszt. Rozpoznawać, cieszyć się, kiedy wiemy dobrze, z czym w istocie mamy do czynienia.
Literatura:
M. Bogucka, Żyć w dawnym Gdańsku;
M. Gutkowska-Rychlewska, Historia ubiorów;
J. Lileyko, Życie codzienne w Warszawie za Wazów;
L. Lepszy, Złotnictwo w Polsce;
J.A. Szwagrzyk, Pieniądz na ziemiach polskich  X- XX w.




Guzik dodał: aspiryna